Witam na moim blogu.

Życzę przyjemnego wertowania moich przemyśleń. Zapraszam do komentowania.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Z wizytą w strefie (prawie-)zamkniętej

Odwiedziłem dziś miejsce, które przeciętnego Kowalskiego przyprawiłoby co najmniej o przygnębienie jeśli nie zupełną odrazę. Po dwóch latach  odwiedziłem teren opuszczonego  zespołu domów wypoczynkowych HPR Kozubnik w Porąbce. Jest to obecnie teren prywatny i przynajmniej teoretycznie zamknięty. Przy wjeździe znajdziemy tablicę informującą o zakazie wstępu do zrujnowanych budynków, bo grożą zawaleniem. No cóż, przyglądając się pęknięciom na ścianach doszedłem do wniosku, że jest tam w tej chwili znacznie mniej bezpiecznie niż kiedy byłem tam ostatnim razem.


Po przejęciu obiektu całe watahy chuliganów chodziły tam i dokonywały zniszczenia tego co jeszcze zostało. Teraz nie ma tam jednej całej szyby. Za to mnie spotkała wątpliwa przyjemność przenoszenia rowera przez kupę potłuczonych luster na moście obok wypatroszonej restauracji.  Właściwie krajobraz przypomina strefę działań militarnych. Mimo poważnego ryzyka katastrofy budowlanej drogi obok budynków są otwarte dla ludzi. Jedyne co może wskazywać na ryzyko to tablice informacyjne. Żadnych barier nie ma. Kiedyś tam może kawałki taśmy biało-czerwonej się walały, ale to dawno było.


 Teraz mały paradoks. Jest jedna rzecz, która jest w tym okropnym miejscu bardzo pozytywna. Ta cisza, która towarzyszy spacerom po terenie ośrodka, jest prawie absolutna. Słychać tylko ptaki i zupełnie nic więcej. No może nie zupełnie, bo jak się przechadzałem koło budynku, gdzie kiedyś były sauny słyszałem jeszcze buszujących wewnątrz "amatorów cudzej własności" w skrócie szabrowników. Mało czasu im zostało, a i tak ciekawe czego jeszcze stamtąd nie wyniesiono. Dalej nie poszedłem, bo nie wiadomo na kogo tam można trafić. Jak na tamte strony zdziwiło mnie, że właściwie nie spotkałem tam nikogo za wyjątkiem ww. jegomościów. Zwykle kogoś tam spotykałem, można było pogadać o tym upiornym miejscu, jego historii, wspomnieniach. A dziś nic.

Jedyne co burzyło spokój to słyszane raz po raz odgłosy kropel przesiąkającej przez stropy wody. Przez moment myślałem, że słyszę łoskot pracujących na wietrze konstrukcji budynków - możliwe, ale myślę, że to raczej był odgłos kluczy w torbie mojego roweru. Gdyby to były takie odgłosy, to byłby jedynie sygnał, że pora... wsiadać na maszynę i wiać szybko jak się da! Następny raz pojadę tam, jak się zaczną rozbiórki pozostałości ośrodka.

1 komentarz:

  1. Pamiętam, gdy ośrodek był jeszcze otwarty i przyjmował gości. To było jakieś 16 lat temu. Teraz nie chce mi się wierzyć, że jest to, to samo miejsce.

    OdpowiedzUsuń