Witam na moim blogu.

Życzę przyjemnego wertowania moich przemyśleń. Zapraszam do komentowania.

piątek, 7 stycznia 2011

Wykładowcy z powołania

Mój czas bytowania na uczelni powoli dobiega końca. Został mi jeszcze jeden semestr. W ciągu swoich studiów spotykałem różnego rodzaju wykładowców: bardziej i mniej utalentowanych w przekazywaniu swojej wiedzy. Byli tacy, którzy z pasją opowiadali o swojej profesji w taki sposób, że przygotowanie się na zaliczenie materiału z ich przedmiotu było proformą. Wystarczyło uważnie słuchać i notować. Niestety są też tacy, co swojej wiedzy "sprzedać" nie potrafią, lub robią to w sposób co najmniej nieudolny...

Ta druga grupa najbardziej zniechęca do czegokolwiek. Sam mam w tym semestrze przedmiot dotyczący bezpieczeństwa i jakości w procesach wytwarzania, gdzie prowadzący przynudza w taki sposób, że nawet nie wiadomo czego się spodziewać na zaliczeniu. Niby chciałby wtrącić czasem jakiś żart, historyjkę rodem z PRL-u, ale i tak trudno nie usnąć na jego zajęciach, mimo iż trwają tylko godzinę...

Prawdziwą szkołą przetrwania okazała się wytrzymałość materiałów. Wg prowadzącego wszystko jest zawsze proste, łatwe i oczywiste, tylko z jakichś "niezbyt jasnych" powodów kolokwium oblało 100% grupy, którą prowadzi. Najdziwniejsze jest to, że tego człowieka to cieszy... Ten fakt  tylko świadczy o jakości jego zajęć i przekazu wiedzy, a także bardzo źle świadczy o samym wykładowcy.

Nie każdy jest wykładowcą z powołania...

wtorek, 4 stycznia 2011

Zdrowy egoizm: sztuka dawania i przyjmowania

Egoista? Każdy z nas jest nim po trochu. W sumie, gdyby tak przestać zupełnie myśleć o sobie, to doprowadziłoby nas to chyba do zatracenia. Trudno sobie wyobrazić kogoś, kto przestał szanować siebie zupełnie, tylko po to, żeby wszystkim na około było dobrze. Bycie taką "Matką Teresą" (z całym szacunkiem dla niej), która patrzy tylko na potrzeby innych i niczego od nich nie wymaga jest owszem piękne, ale to nie jest sposób na życie. Altruistą można być, ale bez przesady.

Można oczywiście być kompletnym egoistą i patrzeć tylko na siebie, nie widzieć świata poza sobą. Takie zapatrzenie w siebie, swoje ambicje, cudowne plany to chyba najlepsza droga do samotności. W świadku takiego egoisty funkcjonuje tylko on sam. Niczego nie chce z siebie dać, ale zawsze ma jakieś wymagania wobec innych. Czasem kosmicznie wyśrubowane...

Zdrowy egoizm? A i owszem. To chyba jest najlepsze rozwiązanie. Trzeba jednak umieć dawać i brać. Nie mam na myśli wymagania cudów do innych.Zwykłe liczenie się z innymi osobami, ich zdaniem, wzajemność w relacjach. Gotowość do niesienia pomocy, ale również umiejętność proszenia o nią. Dążenie do kompromisu... Taki stan równowagi pomiędzy braniem i dawaniem w różnych aspektach życia.

Brak wymagań w relacjach międzyludzkich prowadzi do jednostronności tych relacji w dłuższym wymiarze czasu. Bezwzględny altruista "wychowa" sobie w ten sposób "na własnej krwi" egoistę. Chyba nie muszę pisać co się stanie, gdy ten pierwszy poczuje się wykorzystywany i zakręci kranik z "dobrem" albo się obudzi w nim asertywność, no nie?

Jak to jest z tym braniem? Znam osoby, które zawsze stroją fochy, gdy się im przyniesie jakikolwiek upominek z jakiejkolwiek okazji. Takie sytuacje są dość kłopotliwe dla dającego, gdy ktoś mu daje do zrozumienia, że niczego od niego nie chce, a on jak głupi stoi i właściwie nie wie co ma zrobić. Albo, gdy ktoś potrzebuje pomocy, ten co może jej udzielić się pojawia z propozycją jej udzielenia i nagle cudownie pomoc nie jest już potrzebna (ale tylko oficjalnie, bo jest potrzebna i to czasem nawet bardzo). Taka demonstracja, że się "obejdzie bez...". Przykre, ale prawdziwe i występuje w przyrodzie.

To moje postanowienie noworoczne: zaszczepić sobie więcej zdrowego egoizmu.

PS. Zapomniałem, a to jest pierwszy post w tym roku :-) Wszystkiego naj... naj...