W zeszłym miesiącu nie byłem na spotkaniu, bo się rozchorował nasz "szofer" (tak Jarek sam siebie nazwał i na razie tak zostało :). To spotkanie było jednak inne niż poprzednie. Było to spotkanie o charakterze "rodzinnym". Nie odbyło się w Hałcnowie, lecz w domu Broni i Krzyśka, naszych odpowiedzialnych.
Skład był jakby wyjściowy, choć pojawili się nowi ludzie. A jak już się pojawili to wręcz wypadało się "pochwalić" tym jak się ma na imię, czym się zajmujemy na co dzień, czy żyjemy, co nas cieszy a co martwi. I tak jak siedzieliśmy w kręgu i opowiadaliśmy o sobie kolejno, każdy na koniec sobie składał życzenia. Spytacie dlaczego? Zwykle jak składamy komuś życzenia, a go nie znamy to są one takie szablonowe. Nie wiemy czego ta osoba tak na prawdę pragnie. To też jest element poznania drugiego człowieka. To było tak na początek...
Dorośli też lubią zabawy. Dobraliśmy się w pary i jeden drugiemu przyczepił kartkę z rzeczownikiem, który sam własnymi siłami musiał wymyślić. Osoba, która miała tą kartkę przypiętą miała ten wyraz zgadnąć na podstawie pytań zadawanych innym osobom. Odpowiedzi na pytania miały być "tak" lub "nie". Bożeno! Nie wiem jak głęboko w mojej duszy kopałaś oczami, że aż błogości się w niej doszukałaś! To właśnie dumnie brzmiące słowo "BŁOGOŚĆ" miałem napisane na plecach. Ciężko było zgadnąć, oj bardzo ciężko. Podobno to we mnie widać... Ja nie widzę. Chyba mam popsute lustro (?!?)
O tym czego sobie życzyłem być może napiszę, ale to niech poczeka do Świąt.
Na koniec była wspólna modlitwa, potem rozmowy i wyprawa do domu z małym przerywnikiem w postaci pchania białego Yarisa na zaśnieżonym podjeździe.
Wróciłem do domu jakiś taki podbudowany i tak na prawdę nie wiem czemu... Może dlatego, że wreszcie obyło się bez typowych "części ruchowych" a wszyscy zamiast się zajmować tylko swoimi "lokalnymi" sprawami, wreszcie zauważyli, że istnieje jakaś reszta świata, z którą da się po ludzku pogadać o życiu.
"Nawet z kamieni, które znajdziesz na swojej drodze, możesz wybudować coś pięknego"
Witam na moim blogu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oaza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oaza. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 grudnia 2010
środa, 27 października 2010
Spotkanie Wspólnoty Ewangelizacyjnej Ruchu Ś-Ż: październik
W niedzielę odbyło się drugie spotkanie naszej Wspólnoty. Niestety nie dotarli na nie wszyscy i mimo, że pojawiły się nowe twarze była nas tylko czternastka. Tematyka spotkania była związana z dwoma pytaniami:
Wydawałoby się, na oba te pytania łatwo sobie odpowiedzieć. Okazuje, się że jednak łatwiej jest podkolorować obraz samego siebie we własnych oczach, usprawiedliwić się tym, że przecież inne osoby nie postępują lepiej. O odpowiedziach na drugie pytanie opowiem trochę dalej.
Jak zawsze zaczęliśmy od Mszy Św., której przewodził moderator Diakonii Ewangelizacji ks. Ryszard Piętka. Rozpoczął dość nietypowym przywitaniu się każdego z każdym uściskiem dłoni i pozdrowieniem "Dobrze, że jesteś". Msza szykowana była na tip-top. Było ciężko, bo z osób uprawnionych do służenia na Mszy zostałem tylko ja i jeden z kolegów, którego współpraca ze mną polegała mniej na normalnym dogadaniu się, jak na wydawaniu mi dyspozycji i oczekiwaniu robienia wszystkiego pod jego dyktando. Różnice w zwyczajach były widoczne tzn asysta zamiast harmonijnie iść do przodu cały czas była okraszona dużą dozą asekuracji. Nerwowych momentów też nie brakło... Takich klimatów nie lubię, zwłaszcza gdy ktoś mnie traktuje z góry jak głupszego, a sam jest w taki samym stopniu odpowiedzialny za skutki naszego wspólnego działania.
Emocje opadły na wspólnej Agapie. Herbatka, rozmowy, śmieszne historie z życia wzięte, podział na grupy. I spotkanie... Właściwie to podzieliliśmy się na dwie grupy. W mojej grupie podzieliliśmy się między sobą świadectwami właśnie odnośnie tego drugiego wspomnianego pytania. Co się okazało? Wiele z nas ,tam zebranych, przeszło daleką drogę, aby Bóg był dla nich tym, kim powinien być. Jakoś się pootwieraliśmy przed sobą - to nie łatwe, ale nam się udało. Co ciekawe, większość z osób mojej grupy pochodziła z Kęt. Taki mały paradoks: żeby się spotkać musieliśmy jechać aż do Hałcnowa. W sumie to sami starzy znajomi.
I byłoby wszystko to wspaniałe, gdyby osoby bez formacji w Ruchu Światło-Życie nie musiały na okrągło słuchać jacy tam wszyscy są strasznie zapracowani z powodu udzielania się w samym Ruchu bo to się robi bardzo uciążliwe. Czasem przybiera to obraz wręcz demonstracji wyższości.
O ile pierwsze spotkanie wywarło na mnie wrażenie przygotowanego i przemyślanego, to tym razem było trochę inaczej. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że na budowę tej wspólnoty nie ma jakiegoś sprecyzowanego, choćby z grubsza, pomysłu... A może to ja się mylę?
Kim jestem?
Kim jest dla mnie Jezus Chrystus?
Wydawałoby się, na oba te pytania łatwo sobie odpowiedzieć. Okazuje, się że jednak łatwiej jest podkolorować obraz samego siebie we własnych oczach, usprawiedliwić się tym, że przecież inne osoby nie postępują lepiej. O odpowiedziach na drugie pytanie opowiem trochę dalej.
Jak zawsze zaczęliśmy od Mszy Św., której przewodził moderator Diakonii Ewangelizacji ks. Ryszard Piętka. Rozpoczął dość nietypowym przywitaniu się każdego z każdym uściskiem dłoni i pozdrowieniem "Dobrze, że jesteś". Msza szykowana była na tip-top. Było ciężko, bo z osób uprawnionych do służenia na Mszy zostałem tylko ja i jeden z kolegów, którego współpraca ze mną polegała mniej na normalnym dogadaniu się, jak na wydawaniu mi dyspozycji i oczekiwaniu robienia wszystkiego pod jego dyktando. Różnice w zwyczajach były widoczne tzn asysta zamiast harmonijnie iść do przodu cały czas była okraszona dużą dozą asekuracji. Nerwowych momentów też nie brakło... Takich klimatów nie lubię, zwłaszcza gdy ktoś mnie traktuje z góry jak głupszego, a sam jest w taki samym stopniu odpowiedzialny za skutki naszego wspólnego działania.
Emocje opadły na wspólnej Agapie. Herbatka, rozmowy, śmieszne historie z życia wzięte, podział na grupy. I spotkanie... Właściwie to podzieliliśmy się na dwie grupy. W mojej grupie podzieliliśmy się między sobą świadectwami właśnie odnośnie tego drugiego wspomnianego pytania. Co się okazało? Wiele z nas ,tam zebranych, przeszło daleką drogę, aby Bóg był dla nich tym, kim powinien być. Jakoś się pootwieraliśmy przed sobą - to nie łatwe, ale nam się udało. Co ciekawe, większość z osób mojej grupy pochodziła z Kęt. Taki mały paradoks: żeby się spotkać musieliśmy jechać aż do Hałcnowa. W sumie to sami starzy znajomi.
I byłoby wszystko to wspaniałe, gdyby osoby bez formacji w Ruchu Światło-Życie nie musiały na okrągło słuchać jacy tam wszyscy są strasznie zapracowani z powodu udzielania się w samym Ruchu bo to się robi bardzo uciążliwe. Czasem przybiera to obraz wręcz demonstracji wyższości.
O ile pierwsze spotkanie wywarło na mnie wrażenie przygotowanego i przemyślanego, to tym razem było trochę inaczej. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że na budowę tej wspólnoty nie ma jakiegoś sprecyzowanego, choćby z grubsza, pomysłu... A może to ja się mylę?
niedziela, 26 września 2010
Spotkania dorosłych i Diakonia Ewangelizacji Ruchu Światło-Życie
To, że zostałem usunięty z lokalnej Oazy młodzieżowej wcale nie przekreśliło możliwości dalszej działalności i współpracy z Ruchem Światło-Życie. W końcu nie jest on "własnością" parafialnego moderatora.
Z inicjatywą spotkań dla nieco starszych w diecezji spotkałem się już jakiś czas temu. Pierwszą próbę zbudowania takiej wspólnoty podjęto 3 lata temu w Bielsku - Białej, jednak bezskutecznie. W zeszłym roku tego, taka grupa ludzi działała przy naszej parafii. Niestety, została zlikwidowana z decyzji moderatora Oazy, bynajmniej nie z powodu braku chętnych - bez łaski.
Teraz rozpoczęliśmy od nowa. Spotkania odbywają się pod patronatem Diakonii Ewangelizacji Ruchu Światło-Życie, do której przystąpić może każdy, bez względu na wiek, odbytą formację itd. Wystarczą chęci i zapał...
Początki
"Inauguracja" odbyła się w Domu Rekolekcyjnym w Hałcnowie i objęła Mszę Świętą, religijne zabawy integracyjne, tradycyjną agape oraz spotkanie - na razie w jednej grupie. Powiedzieliśmy sobie czego oczekujemy od takiej wspólnoty. Moim zdaniem to ważne, bo zabieranie się za "budowanie" bez planu nie daje w tym zakresie dobrych rezultatów. Poznaliśmy się trochę, ale to dopiero "pierwsze koty" i trochę było widać dystanse pomiędzy osobami. To zniknie z czasem:-) Było bardzo wesoło. Wśród uczestników znalazły się również pary z dziećmi. Uczestnictwo jest jednocześnie traktowane jak członkostwo w Diakonii - nie wa wydzielonych jednostek organizacyjnych samej grupy.
Było nas łącznie 16 osób. Planowana liczba uczestników jest bardzo optymistyczna: 50.
Po co zajmować się ewangelizacją dorosłych?
Przyglądając się grupom działającym przy Kościele można odnieść wrażenie, że większość z nich jest przeznaczona dla dzieci, młodzieży i ludzi starszych. Można też odnieść wrażenie, że zapomniano o ludziach młodych. Spotkania formacyjne dla dorosłych są kierowane w szczególności do tych, którzy skończyli 18 lat i w najbliższym czasie będą startować w dorosłe życie, zakładać rodziny itd. Pozostawienie tej grupy wiekowej samej sobie owocuje często bardzo negatywnie w postaci jej laicyzacji i ateizacji . Tak jednak być nie musi...
Z inicjatywą spotkań dla nieco starszych w diecezji spotkałem się już jakiś czas temu. Pierwszą próbę zbudowania takiej wspólnoty podjęto 3 lata temu w Bielsku - Białej, jednak bezskutecznie. W zeszłym roku tego, taka grupa ludzi działała przy naszej parafii. Niestety, została zlikwidowana z decyzji moderatora Oazy, bynajmniej nie z powodu braku chętnych - bez łaski.
Teraz rozpoczęliśmy od nowa. Spotkania odbywają się pod patronatem Diakonii Ewangelizacji Ruchu Światło-Życie, do której przystąpić może każdy, bez względu na wiek, odbytą formację itd. Wystarczą chęci i zapał...
Początki
"Inauguracja" odbyła się w Domu Rekolekcyjnym w Hałcnowie i objęła Mszę Świętą, religijne zabawy integracyjne, tradycyjną agape oraz spotkanie - na razie w jednej grupie. Powiedzieliśmy sobie czego oczekujemy od takiej wspólnoty. Moim zdaniem to ważne, bo zabieranie się za "budowanie" bez planu nie daje w tym zakresie dobrych rezultatów. Poznaliśmy się trochę, ale to dopiero "pierwsze koty" i trochę było widać dystanse pomiędzy osobami. To zniknie z czasem:-) Było bardzo wesoło. Wśród uczestników znalazły się również pary z dziećmi. Uczestnictwo jest jednocześnie traktowane jak członkostwo w Diakonii - nie wa wydzielonych jednostek organizacyjnych samej grupy.
Było nas łącznie 16 osób. Planowana liczba uczestników jest bardzo optymistyczna: 50.
Po co zajmować się ewangelizacją dorosłych?
Przyglądając się grupom działającym przy Kościele można odnieść wrażenie, że większość z nich jest przeznaczona dla dzieci, młodzieży i ludzi starszych. Można też odnieść wrażenie, że zapomniano o ludziach młodych. Spotkania formacyjne dla dorosłych są kierowane w szczególności do tych, którzy skończyli 18 lat i w najbliższym czasie będą startować w dorosłe życie, zakładać rodziny itd. Pozostawienie tej grupy wiekowej samej sobie owocuje często bardzo negatywnie w postaci jej laicyzacji i ateizacji . Tak jednak być nie musi...
Następne spotkanie odbędzie się 24.10.2010r. (czwarta niedziela października)
o godzinie 15:00
(ul. Siostry Małgorzaty Szewczyk 24).
W imieniu swoim i innych
Serdecznie zapraszam!!!
środa, 1 września 2010
Pożegnanie z Oazą młodzieżową Ruchu Światło - Życie
Wszystko ma swój kres... Kres, jak kres, ale właściwie kiedy wstąpiłem do tej wspólnoty nie sądziłem, że finał będzie miał taką postać. Tak w ogóle to już od dłuższego czasu byłem z niej systematycznie usuwany, tak krok po kroku przez moderatora i jego ulubienicę. Zaczęło się od odcięcia od informacji, niby żebym ustąpił miejsca młodszym - no dobra. Na "wykop" zostałem właściwie skazany po rozejściu się z jedną z animatorek. Niby, żeby nie było skandalu, ale moim zdaniem głównie dlatego, że ktoś na mnie sukcesywnie się żalił moderatorowi. Owszem najmłodszy nie jestem, chodziłem do swojej grupy wiekowej na spotkania więc nie kapuję dlaczego komuś jeszcze przeszkadzałem...
Wiele osób tak sądzi, tylko dlatego, że w ogóle tam przychodziłem. Tak wyszło, a że ten związek okazał się tragifarsą... Całe szczęście, że się tylko tak się skończyło. Gdyby fakty wypłynęły gdzieś na zewnątrz, to efekty byłyby porównywalne ze zrzuceniem napalmu na "cudowne" życie tej panny. To co można znaleźć na tym blogu to jedynie czubek góry - resztę zostawiłem dla siebie.
Czas na podsumowanie - to po kolei:
1. Hierarchia wartości się u mnie trochę zmieniła - myślę, że na lepsze. Wyciągnąłem z głębokiego marazmu moje życie religijne. Zrozumiałem jak głęboko byłem zaszyty w swojej samotności. Zacząłem doceniać obecność innych ludzi w moim życiu.
2. Formacja. Spotkania swoją drogą, ale więcej czytałem na różne tematy. Dyskusje na forum Oazy raczej były słabe, ukierunkowane względem konspektów. Takie dopasowywanie dyskusji do planu - trochę kicha. Nie boję się trudnych tematów i przedstawiania własnego zdania - czasem przypłacałem to oburzeniem innych... Z rekolekcjami nic nie wyszło, ale jak widzę po co właściwie ci ludzie na nie jeżdżą to nie żałuję.
3. Rok uczestnictwa w KWC. No cóż. Właściwie to jestem abstynentem, a podpisanie deklaracji przystąpienia do Krucjaty to było takie sformalizowanie mojego wyboru. Nie zostałem członkiem KWC, ale zamierzam trwać w swoim postanowieniu.
4. Wspólnota - chyba wreszcie zrozumiałem gdzie jest podstawowy problem w jej budowaniu, gdzie są wąskie gardła. Jak już kiedyś wspomniałem Oazy mają słuszne założenia jak cały RŚ-Ż ale zwykle wykonanie tych wspólnot jest partackie. Jak się coś sypie to zamiast to poprawić urządza się polowanie na "rozbijaczy". Fee... Ruch dalej będę popierał, polityki miejscowej Oazy: NIE!!!
5. Wśród osób, które poznałem w tym okresie czasu, mam mimo tych wszystkich dodatkowych atrakcji, kilku serdecznych znajomych, a nawet przyjaciół :-) Szkoda, że na Oazie tak mocno wypacza się pojęcie przyjaźni i miłości. Z resztą to widać po zachowaniu niektórych jej członków.
6. Jeżeli chodzi o śpiewanie: solistą dalej jestem kiepskim, ale w chórku dobrze daję sobie radę. To już koniec wspólnych "projektów" muzycznych.
Podczas mojej bytności namalowałem największe dzieło w moim życiu: transparent na Lednicę - gdy go malowałem idea została olana. Jak nie pojechałem tam w tym roku nagle stał się czymś ważnym...
Wirtuozem gry na gitarze nie byłem i nie jestem. Gram nadal dla przyjemności i nie zamierzam przestać. Na Oazie mogą grać nawet gitarowe "łamagi" byle muzyczna "cieszyła michę" i nie był to ja, ani mój brat :-P Pomysł uczenia się grania z innymi tam, na miejscu nie przetrwał interwencji moderatora...
To chyba tyle. Fajnie było, ale tylko do czasu. Pamiętam, jak mnie zachęcano, żebym wstąpił do tej wspólnoty. To koniec jakiejkolwiek współpracy. Dziękuję za wszystko i nie łaźcie do mnie z niczym drodzy Oazowicze bo... ...doskonale dajecie sobie radę beze mnie:-P
Do publicznej wiadomości:
NIE CHODZIŁEM NA OAZĘ DLA TEJ DZIEWCZYNY!!!
Wiele osób tak sądzi, tylko dlatego, że w ogóle tam przychodziłem. Tak wyszło, a że ten związek okazał się tragifarsą... Całe szczęście, że się tylko tak się skończyło. Gdyby fakty wypłynęły gdzieś na zewnątrz, to efekty byłyby porównywalne ze zrzuceniem napalmu na "cudowne" życie tej panny. To co można znaleźć na tym blogu to jedynie czubek góry - resztę zostawiłem dla siebie.
Czas na podsumowanie - to po kolei:
1. Hierarchia wartości się u mnie trochę zmieniła - myślę, że na lepsze. Wyciągnąłem z głębokiego marazmu moje życie religijne. Zrozumiałem jak głęboko byłem zaszyty w swojej samotności. Zacząłem doceniać obecność innych ludzi w moim życiu.
2. Formacja. Spotkania swoją drogą, ale więcej czytałem na różne tematy. Dyskusje na forum Oazy raczej były słabe, ukierunkowane względem konspektów. Takie dopasowywanie dyskusji do planu - trochę kicha. Nie boję się trudnych tematów i przedstawiania własnego zdania - czasem przypłacałem to oburzeniem innych... Z rekolekcjami nic nie wyszło, ale jak widzę po co właściwie ci ludzie na nie jeżdżą to nie żałuję.
3. Rok uczestnictwa w KWC. No cóż. Właściwie to jestem abstynentem, a podpisanie deklaracji przystąpienia do Krucjaty to było takie sformalizowanie mojego wyboru. Nie zostałem członkiem KWC, ale zamierzam trwać w swoim postanowieniu.
4. Wspólnota - chyba wreszcie zrozumiałem gdzie jest podstawowy problem w jej budowaniu, gdzie są wąskie gardła. Jak już kiedyś wspomniałem Oazy mają słuszne założenia jak cały RŚ-Ż ale zwykle wykonanie tych wspólnot jest partackie. Jak się coś sypie to zamiast to poprawić urządza się polowanie na "rozbijaczy". Fee... Ruch dalej będę popierał, polityki miejscowej Oazy: NIE!!!
5. Wśród osób, które poznałem w tym okresie czasu, mam mimo tych wszystkich dodatkowych atrakcji, kilku serdecznych znajomych, a nawet przyjaciół :-) Szkoda, że na Oazie tak mocno wypacza się pojęcie przyjaźni i miłości. Z resztą to widać po zachowaniu niektórych jej członków.
6. Jeżeli chodzi o śpiewanie: solistą dalej jestem kiepskim, ale w chórku dobrze daję sobie radę. To już koniec wspólnych "projektów" muzycznych.
Podczas mojej bytności namalowałem największe dzieło w moim życiu: transparent na Lednicę - gdy go malowałem idea została olana. Jak nie pojechałem tam w tym roku nagle stał się czymś ważnym...
Wirtuozem gry na gitarze nie byłem i nie jestem. Gram nadal dla przyjemności i nie zamierzam przestać. Na Oazie mogą grać nawet gitarowe "łamagi" byle muzyczna "cieszyła michę" i nie był to ja, ani mój brat :-P Pomysł uczenia się grania z innymi tam, na miejscu nie przetrwał interwencji moderatora...
To chyba tyle. Fajnie było, ale tylko do czasu. Pamiętam, jak mnie zachęcano, żebym wstąpił do tej wspólnoty. To koniec jakiejkolwiek współpracy. Dziękuję za wszystko i nie łaźcie do mnie z niczym drodzy Oazowicze bo... ...doskonale dajecie sobie radę beze mnie:-P
niedziela, 25 lipca 2010
Prawie jak wspólnota
Wspólnota... Słownik języka polskiego PWN podaje znacznie tego słowa jako odznaczanie się wspólnymi cechami, wspólne posiadanie lub przeżywanie czegoś. Inne znaczenie wspólnoty to coś, co łączy, zespala. W sensie relacji między ludzkich jest to grupa osób związana wspólnym pochodzeniem, wspólną kulturą lub wspólnymi interesami, wspólną własnością często realizowanym celami.
Tyle by było teorii, bo to co przyniosła rzeczywistość, to przeszło moje najgorsze oczekiwania. Dosłownie jak w reklamie "Prawie robi dużą różnicę". Jak grupa osób, które uważają się za wspólnotę może się zdobywać na działanie z odgórnym wykluczeniem niektórych osób, które są ogólnie uważane za członków tej wspólnoty?
Najwyraźniej tak można robić, bo u nas ostatnio jest to nagminne. Starszych oazowiczów przecież lepiej nie zapraszać na żadne imprezy i zabawy. Bo co powiedzą młodsi, ci którzy dopiero weszli do wspólnoty? Cały szkopuł polega na tym, że starsi byli tam wcześniej. Teraz skoro są starsi to można ich „kopnąć w tyłek”, bo przeszkadzają. Chciałbym tutaj przypomnieć do kogo przylatują ci młodzi jak czegoś potrzebują, maja problemy itd. Właśnie do tych starych, beznadziejnych, którzy podobno straszą najmłodszych oazowiczów. Inna sprawa, to fakt, że kiedy trzeba coś zrobić, to wtedy jakoś dziwnie ubywa tych młodszych oazowiczów, a na „polu walki” często zostają jedynie starsi. Tu się nasuwa pytanie: Czy to oznacza, że starsi są do roboty, a młodzi do przyjemności?
Jak widzę to, co wyprawia nasze animatorstwo pod kierunkiem moderatora, to nie mam złudzeń, że ta wspólnota się mocno stacza, skoro jej włodarze tylko rządzą, a nie patrzą na to jak to wygląda z różnych stron. Ktoś tu kiedyś szukał potencjalnych „rozbijaczy” wspólnoty. Ja dziś mogę śmiało stwierdzić, że ci co urządzili przysłowiowe „polowanie na czarownice” najlepiej przyczyniają się do jej dezintegracji. Życzę im wszystkiego dobrego. Ja się chyba wypiszę z tego „bagienka”.
Pojutrze Dzień Wspólnoty turnusu II. Po tym wszystkim co mnie spotkało nie widzę sensu, żeby się pokazywać w "Pawle" . Jeszcze by się ktoś obraził :-P
Tyle by było teorii, bo to co przyniosła rzeczywistość, to przeszło moje najgorsze oczekiwania. Dosłownie jak w reklamie "Prawie robi dużą różnicę". Jak grupa osób, które uważają się za wspólnotę może się zdobywać na działanie z odgórnym wykluczeniem niektórych osób, które są ogólnie uważane za członków tej wspólnoty?
Najwyraźniej tak można robić, bo u nas ostatnio jest to nagminne. Starszych oazowiczów przecież lepiej nie zapraszać na żadne imprezy i zabawy. Bo co powiedzą młodsi, ci którzy dopiero weszli do wspólnoty? Cały szkopuł polega na tym, że starsi byli tam wcześniej. Teraz skoro są starsi to można ich „kopnąć w tyłek”, bo przeszkadzają. Chciałbym tutaj przypomnieć do kogo przylatują ci młodzi jak czegoś potrzebują, maja problemy itd. Właśnie do tych starych, beznadziejnych, którzy podobno straszą najmłodszych oazowiczów. Inna sprawa, to fakt, że kiedy trzeba coś zrobić, to wtedy jakoś dziwnie ubywa tych młodszych oazowiczów, a na „polu walki” często zostają jedynie starsi. Tu się nasuwa pytanie: Czy to oznacza, że starsi są do roboty, a młodzi do przyjemności?
Jak widzę to, co wyprawia nasze animatorstwo pod kierunkiem moderatora, to nie mam złudzeń, że ta wspólnota się mocno stacza, skoro jej włodarze tylko rządzą, a nie patrzą na to jak to wygląda z różnych stron. Ktoś tu kiedyś szukał potencjalnych „rozbijaczy” wspólnoty. Ja dziś mogę śmiało stwierdzić, że ci co urządzili przysłowiowe „polowanie na czarownice” najlepiej przyczyniają się do jej dezintegracji. Życzę im wszystkiego dobrego. Ja się chyba wypiszę z tego „bagienka”.
Pojutrze Dzień Wspólnoty turnusu II. Po tym wszystkim co mnie spotkało nie widzę sensu, żeby się pokazywać w "Pawle" . Jeszcze by się ktoś obraził :-P
czwartek, 22 lipca 2010
Dlaczego Oaza jest uważana za "sektę" skoro nią nie jest?
To pytanie powraca przynajmniej raz każdego roku. Zwykle pojawia się, gdy z Oazą zetknie się ktoś, kto nie miał wcześniej żadnej styczności z Ruchem Światło - Życie, albo jest zupełnie na bakier ze sprawami swojej wiary. Nie chciałbym tutaj oczywiście urazić tych, którzy to czytają, a są innego wyznania.
Po pierwsze, to Ruch Światło - Życie wywodzi się bezpośrednio z Kościoła Katolickiego. Został założony przez ks. Franciszka Blachnickiego jako ruch odnowy kościoła. Założenia ruchu oazowego są oparte na postanowieniach Soboru Watykańskiego II i nie stoją w sprzeczności z nauką Kościoła. Jeśli kogoś interesują szczegóły to proponuję zajrzeć tutaj Link.
Po drugie w naszym kochanym kraju dominuje przekonanie, że praktykowanie wiary ma być ciche, patetyczne, a często jest sprowadzane do odklepywania regułek. Nie ma się co dziwić, że oazowicze chwalący Pana za pomocą muzyki, śpiewów a czasem nawet tańca (tak też można!) są postrzegani za religijnych świrów tylko dlatego, że nie przystają do starych standardów. Wiara ma żyć, a nie opierać się jedynie na odstaniu niedzielnej Mszy, na której niektórzy ludzie zachowują się się jak na przedstawieniu teatralnym - nie uczestniczą we Mszy, a jedynie cierpliwie czekają aż się skończy, żeby obowiązek został dopełniony.
Wiem, że w niektórych sektach odprawia się rytualne śpiewy i tańce, ale żeby z tego powodu kwalifikować Oazę jako sektę?
Trzecia sprawa, to traktowanie pojedynczych incydentów za, niczym nie popartą, normę. Każdy jest człowiekiem i popełnia błędy. Dominuje niestety przekonanie, że jeżeli ktoś mający jakikolwiek związek z Ruchem Ś-Ż zrobił coś złego, to cały Ruch też jest zły. Fakt, iż wiele osób po formacji oazowej zachowuje się gorzej od osób, które jej nie przeszły nie jest jeszcze argumentem, żeby o całym tym dziele odnowy Kościoła mówić źle. Wszędzie zdarzają się "czarne owce", nie wrzucajmy od razu wszystkich do jednego worka.
Kolejny problem to tzw. "kliczkowość" Oazy. To akurat znam z autopsji i okazuje się, że lokalne Oazy mają tendencję do zamykania się w swoich gronach. Czasem bardzo trudno jest "zainstalować się" w takiej wspólnocie, bo jak wytłumaczyć fakt, iż oni cię chcą przyjąć, a jednocześnie do niczego cię nie dopuszczają. Trudno jest sobie na początku znaleźć miejsce. I to się powinno zmienić. Skoro wspólnota zachowuje się, jakby miała coś do ukrycia przed światem zewnętrznym, to potem rodzą się różne głupie opinie na jej temat.
Rzeczą, która mi się nie podoba jest dewaluacja niektórych wartości głoszonych przez Ruch Światło - Życie, mająca swoje źródło w nieprzestrzeganiu zasad, które są narzucone przez założenia samego ruchu i powinny obowiązywać. Mały przykład: Na spotkania w grupach przychodzi pewna ustalona grupa osób. Gdy zbliżają się wakacje, nagle cały tabun innych przypomina sobie o Oazie, że można by sobie pojechać na rekolekcje i spotkać się ze znajomymi. Przychodzą po karty i nie ważne, że w całym roku formacyjnym byli na jednym, dwóch spotkaniach... Animator podpisze kartę i jest OK (sic! sic! sic!) Rekolekcje zaczyna się traktować jak kolonie wypoczynkowe... Bez komentarza po prostu!
Podsumowując to wszystko co napisałem wyżej: nie bójcie się posłać kogokolwiek na Oazę. Jaka jest lokalna wspólnota oazowa możecie ocenić dopiero po obejrzeniu wszystkiego "od kuchni". To na prawdę nie jest żadna "sekta", a to, że wielu Oazom brakuje dużo do doskonałości to inna bajka.
Po pierwsze, to Ruch Światło - Życie wywodzi się bezpośrednio z Kościoła Katolickiego. Został założony przez ks. Franciszka Blachnickiego jako ruch odnowy kościoła. Założenia ruchu oazowego są oparte na postanowieniach Soboru Watykańskiego II i nie stoją w sprzeczności z nauką Kościoła. Jeśli kogoś interesują szczegóły to proponuję zajrzeć tutaj Link.
Po drugie w naszym kochanym kraju dominuje przekonanie, że praktykowanie wiary ma być ciche, patetyczne, a często jest sprowadzane do odklepywania regułek. Nie ma się co dziwić, że oazowicze chwalący Pana za pomocą muzyki, śpiewów a czasem nawet tańca (tak też można!) są postrzegani za religijnych świrów tylko dlatego, że nie przystają do starych standardów. Wiara ma żyć, a nie opierać się jedynie na odstaniu niedzielnej Mszy, na której niektórzy ludzie zachowują się się jak na przedstawieniu teatralnym - nie uczestniczą we Mszy, a jedynie cierpliwie czekają aż się skończy, żeby obowiązek został dopełniony.
Wiem, że w niektórych sektach odprawia się rytualne śpiewy i tańce, ale żeby z tego powodu kwalifikować Oazę jako sektę?
Trzecia sprawa, to traktowanie pojedynczych incydentów za, niczym nie popartą, normę. Każdy jest człowiekiem i popełnia błędy. Dominuje niestety przekonanie, że jeżeli ktoś mający jakikolwiek związek z Ruchem Ś-Ż zrobił coś złego, to cały Ruch też jest zły. Fakt, iż wiele osób po formacji oazowej zachowuje się gorzej od osób, które jej nie przeszły nie jest jeszcze argumentem, żeby o całym tym dziele odnowy Kościoła mówić źle. Wszędzie zdarzają się "czarne owce", nie wrzucajmy od razu wszystkich do jednego worka.
Kolejny problem to tzw. "kliczkowość" Oazy. To akurat znam z autopsji i okazuje się, że lokalne Oazy mają tendencję do zamykania się w swoich gronach. Czasem bardzo trudno jest "zainstalować się" w takiej wspólnocie, bo jak wytłumaczyć fakt, iż oni cię chcą przyjąć, a jednocześnie do niczego cię nie dopuszczają. Trudno jest sobie na początku znaleźć miejsce. I to się powinno zmienić. Skoro wspólnota zachowuje się, jakby miała coś do ukrycia przed światem zewnętrznym, to potem rodzą się różne głupie opinie na jej temat.
Rzeczą, która mi się nie podoba jest dewaluacja niektórych wartości głoszonych przez Ruch Światło - Życie, mająca swoje źródło w nieprzestrzeganiu zasad, które są narzucone przez założenia samego ruchu i powinny obowiązywać. Mały przykład: Na spotkania w grupach przychodzi pewna ustalona grupa osób. Gdy zbliżają się wakacje, nagle cały tabun innych przypomina sobie o Oazie, że można by sobie pojechać na rekolekcje i spotkać się ze znajomymi. Przychodzą po karty i nie ważne, że w całym roku formacyjnym byli na jednym, dwóch spotkaniach... Animator podpisze kartę i jest OK (sic! sic! sic!) Rekolekcje zaczyna się traktować jak kolonie wypoczynkowe... Bez komentarza po prostu!
Podsumowując to wszystko co napisałem wyżej: nie bójcie się posłać kogokolwiek na Oazę. Jaka jest lokalna wspólnota oazowa możecie ocenić dopiero po obejrzeniu wszystkiego "od kuchni". To na prawdę nie jest żadna "sekta", a to, że wielu Oazom brakuje dużo do doskonałości to inna bajka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
